NAJWIĘKSZA ZALETA

Największą zaletą tego zjawiska jest niezmiernie rzadka w Polsce systematyczność i wytrwałość. Zalety te przypisać trze­ba owocnej wieloletniej działalności red. Stefanii Słowikowej. Wadą samej formuły tomów jest konstruowanie dziejów poszcze­gólnych państw dziś istniejących od czasów najdawniejszych. Jest to podejście z gruntu ahistoryczne. Zauważyć w tym miejscu także wypada, że historia najnowsza w wielu tomach tej serii traktowana bywa marginesowo, pobieżnie lub nawet wcale nie jest uwzględniana. Objętościowa szczupłość poszczególnych tomów także narzuca cały szereg ograniczeń. W sumie jednak zalety zde­cydowanie w całości górują nad wadami. Niemal wszystkie pań­stwa Europy doczekały się już „swoich” tomów, a i reszta świata także penetrowana jest z imponującą śmiałością i udatnością. Mam tu na myśli zwłaszcza zarysy dziejów Japonii, Etiopii czy Maroka, które bez wątpienia pozostaną trwałymi osiągnięciami naszej historiografii. Mimo znacznych osiągnięć wydawniczych patronat takich ofi­cyn jak Państwowy Instytut Wydawniczy, Czytelnik, czy zwłasz­cza, Wiedza Powszechna nie odnotował takich osiągnięć. PIW raczej nastawiony jest na wysiłki przekładowe jeśli chodzi o hi­storię powszechną. Wydawnictwo to zresztą stroni od opracowań poświęconych dziejom najnowszym (z wyjątkiem okupacyjnych dziejów ojczystych).

INDYWIDUALNY EFEKT

O efektach indy­widualnych badaczy w tym zakresie można mówić zaledwie w stosunku do ostatniego dwudziestolecia. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabrały inicjatywy niektórych wydaw­nictw. Mam tu na myśli przede wszystkim „Ossolineum” — serię jednotomowych historii poszczególnych państw oraz młodszą serię biograficzną, także przeważnie poświęconą sylwetkom z dziejów powszechnych. Ogromnie żałować należy, iż w ostatnim czasie Państwowe Wydawnictwo Naukowe jakby zrezygnowało z patronowania podobnej inicjatywie. Myślę tu o wydawanych przez szereg lat obszernych zarysach dziejów poszczególnych kra­jów. Ujrzały światło dzienne w tej oficynie obszerne i ambitne zarysy nowszych dziejów Niemiec (Maria Wawrykowa) i Włoch (Mieczysław Żywczyński). Wydawnictwa te nie miały charakte­ru zwartej serii. Wydawano zarysy o zróżnicowanym zasięgu chronologicznych, obok prac polskich także tłumaczenia, poza dziejami państw, także dzieje krajów, czy nawet regionów (za­rys dotyczący Skandynawii — Tadeusza Cieślaka). Mogło to być nawet zaletą tych wydawnictw w porównaniu ze sztywną formułą seryjną „Ossolineum”. Seria ossolińska stała się dziś, po latach systematycznego uzupełniania najpełniejszym wyrazem osiągnięć polskiej historiografii w zakresie historii powszechnej. Z tego powodu seria ta zasługuje na kilka słów osobnego komentarza.

WYDANIE DZIEŁA

Wydanie takiego dzieła mogło by stano­wić pewne uzupełnienie naszej literatury zwłaszcza dla historii XX w. Bardzo popularne i nad wyraz użyteczne na Zachodzie różnego typu przewodniki i wprowadzenia do samodzielnych stu­diów, czy to nad dziejami poszczególnych krajów, regionów, pro­blemów czy epok są w naszej literaturze zupełnie nieznane. Wszy­stkie te braki wynikają nie tylko ze szczupłości dotychczasowego dorobku historiografii. Trzeba też otwarcie powiedzieć, że wszy­stkie tego typu podstawowe dla danej dziedziny opracowania nie cieszą się odpowiednią renomą i popularnością w środowisku hi­storycznym. Syntezy, podręczniki, wydawnictwa krytyczne źró­deł, chronologie, przewodniki metodyczne, przewodniki biblio­graficzne nie wspominając już o dziełach typu słownikowego wy­magają ogromnego wkładu iście benedyktyńskiej pracy. Hono­rowane są przez wydawców na równi z tekstami monografii. Na dodatek, w przeciwieństwie do tych ostatnich, nie dają odpowied­niego prestiżu środowiskowego. Potoczna opinia środowiskowa stawia te dokonania niżej niż wymagające przeważnie znacznie mniejszego nakładu pracy i czasu monografie. Trudno wyrokować o  przyczynach takiego nastawienia, ale sam fakt chyba nie ulega wątpliwości. Nie istnieje żaden program polskich badań nad najnowszą historią powszechną. Nie istniał zresztą nigdy.

ZNANE PODRĘCZNIKI

Do znanych i wznawia­nych podręczników Mieczysława Zywczyńskiego (dla lat 1789 – 1870) Janusza Pajewskiego (dla lat 1870 – 1918) dorzucił przed pięciu laty, nieodżałowanej pamięci Ludwik Bazylow swój oryginalny zarys dziejów XIX w. Wszystkie trzy pozycje pisane były przede wszystkim z myślą o studentach. Zwraca uwagę fakt, że nawet zarysy na poziomie ujęć podręcznikowych kończą się wraz z I wojną światową. Historycy polscy w zakresie dziejów powszech­nych nie zdołali jeszcze sforsować daty 1918 r. Brak w naszej literaturze zarysów podręcznikowych dla dwudziestolecia mię­dzywojennego czy lat II wojny światowej najwymowniej świad­czy o stanie całego dorobku. Trzeba podkreślić, że mowa o epoce, która w odniesieniu do historii Polski stała się w ostatnim dwu­dziestoleciu obszarem szczególnie owocnych penetracji badaw­czych. Nikt z historyków oczywiście nie tknął nawet powojenne­go czterdziestolecia (jeśli pominie się skrypty w rodzaju pracy Marii Turlejskiej). Jest to ciągle domena publicystyki różnego lotu. Niemal zupełnie brak wydawnictw źródłowych i z zakresu nauk pomocniczych. Vademecum pióra Ireneusza Ihnatowicza odnosi się do najnowszej historii powszechnej tylko częściowo. Wybory drukowanych źródeł do dziejów powszechnych XIX- XX w. nie wyszły poza potrzeby i, zwłaszcza, poziom skryptów przeznaczonych do pracy ze studentami. Nie zanosi się zupełnie na opracowanie jakiejkolwiek polskiej chronologii najnowszych dziejów powszechnych.

SZERSZE WSPOMNIENIE

Szerzej wspominam o skutkach niedorozwoju badań nad dzie­jami powszechnymi dla refleksji i samego sposobu badania dzie­jów Polski, aby podkreślić, że polskie badania nad historią pow­szechną mają kluczowe znaczenie także dla dalszego rozwoju his­toriografii poświęconej dziejom ojczystym. Nie są one żadnym luksusem ani fanaberią, ani eskapistycznym wybiegiem, ale in­tegralną częścią naszej dziedziny nauki. Wykorzystywanie cu­dzych prac, także w formie tłumaczeń, sprawy nie rozwiązuje. Zresztą i przekładów jest zdecydowanie za mało. Warto w tym miejscu przypomnieć, że dotychczas nie dokonano przekładu pra­wie żadnej znaczniejszej części klasycznych dzieł światowej his­toriografii. Tylko optymista może się łudzić i zakładać, że treści zawarte w fundamentalnych syntezach czy epokowych dziełach historiozofii, dostępne u nas w nielicznych egzemplarzach biblio­tecznych i w obcych językach, wchodzą do obiegu intelektualne­go choćby tylko polskiego środowiska historycznego.Na pociechę warto zaznaczyć, że dzieje najnowsze, a więc his­toria XIX i XX w. są w nieco lepszej sytuacji od epok wcześniej­szych. Historiografia polska także w odniesieniu do epoki najnow­szej nie dorobiła się jednak żadnej poważnej i oryginalnej próby ogólnej refleksji historiozoficznej. Swego rodzaju pułap naszego dorobku wyznacza w bardzo wymowny sposób rodzaj, ilość i treść ogólnych syntez typu podręcznikowego.

ODPOWIEDNIA PERSPEKTYWA

W tym ostatnim przypadku chodzi, oczywiście, o zyskanie od­powiedniej, właśnie ogólnodziejowej perspektywy. Dzieje nasze muszą być wiązane z dziejami powszechnymi, bo są ich częścią. Niedorozwój polskiej historiografii powszechnej oraz jej niska ranga w opinii środowiskowej owocują fatalnie w refleksji nad najważniejszymi problemami dziejów ojczystych. Widać to jak na dłoni, gdy przeanalizuje się stan historycznej refleksji nad ta­kimi kwestiami, jak: drugi i trzeci rozbiór Polski, antypolska po­lityka bismarckowska, odrodzenie niepodległego państwa polskiego, ewolucja ustrojowa Drugiej Rzeczypospolitej, czy losy Polski w latach II wojny światowej. A nie są to przykłady jedyne. We wszystkich tych wypadkach uderzające jest nikłe powiązanie spraw polskich z tłem ogólnym, często przecież przesądzającym. Bardzo często także odwołania do spraw ogólniejszych mają czy­sto formalny charakter i wykazują rażący brak rozeznania w his­torii powszechnej (obcej). Czasami przybiera to wręcz karykatu­ralne formy, jak np. w sprawie tak kapitalnej, jak odrodzenie niepodległej Polski w końcu 1918 r. Do dziś we wszystkich publi­kacjach i dyskusjach nie sposób uzyskać uznania prostego faktu, że wydarzenie to miało, poza pragnieniami i takimi czy innymi czynami Polaków, także przyczyny powszechnodziejowe. Na­pomknienia o takich wydarzeniach jak rewolucja październikowa czy rozejm w Compiegne mają charakter ozdobników lub rewe- ransów politycznych luźno dopisanych do zasadniczych wywo­dów.

POŻYTEK DLA HISTORIOGRAFII

Powodem naj­ogólniejszym jest pożytek dla historiografii rozumianej jako pe­wna całość. Bez badań nad dziejami powszechnymi, bez refleksji historyków obcych nad zagadnieniami i problemami historii naro­dowych nauka historyczna nie byłaby dziedziną spójną. Nie spo­sób wyobrazić sobie historiografii światowej, jako „składanki” komponowanej z partykularnych dorobków historii lokalnych. Polska historiografia musi mieć swój udział w tym międzynaro­dowym „podziale pracy historyków”. Nie chodzi jednak tylko o  nasz wkład i naszą obecność w światowej nauce. Podejmowanie badań powszechnodziejowych przez polskich historyków ma tak­że, kapitalne znaczenie dla poziomu całej polskiej historiografii oraz dla badań nad naszą ojczystą historią. Historycy polscy mu­szą samodzielnie i w oryginalny sposób mierzyć się z zagadnienia­mi powszechnodziejowymi, aby zapobiegać „prowincjonalizacji” polskiej nauki historycznej w ogóle. Bez własnych badań w tym zakresie polska historiografia skazana byłaby na wtómość i wie­loraką zależność od historiografii światowej. Jest to problem sto­jący przed badaczami każdej gałęzi nauki. Zwalnia to od szer­szych uzasadnień, ale nie od upartych przypomnień. Wreszcie ba­dania własne nad historią powszechną mają, a przynajmniej mieć powinny, kapitalne znaczenie dla badań i refleksji nad historią narodową.

SYTUACJA HISTORYKÓW

Sytuacja his­toryków zajmujących się dziejami powszechnymi jest i tu zdecy­dowanie niekorzystna. Krajowe możliwości finansowania podróży badawczych są bardzo skromne. W dodatku, nawet w tych skrom­nych ramach badacze dziejów powszechnych nie mogą liczyć na żadne preferencje, raczej odwrotnie. Ośrodki obce zaś, z reguły i ze zrozumiałych powodów, zainteresowane bywają przede wszy­stkim finansowaniem pobytów historyków specjalizujących się w badaniach dziejów Polski.Do wszystkich wspomnianych utrudnień obiektywnych i śro­dowiskowych dodać trzeba także i trudności warsztatowe. Studia nad dziejami obcymi wymagają bardzo często dodatkowego wy­siłku intelektualnego. Chodzi nie tylko o pokonanie bariery „obco­ści”. Uniwersalny charakter większości badań nad historią obcą zakłada i wymusza bardzo specyficzne, syntetyzujące podejście do przedmiotu. Zdolność do trafnych uogólnień w połączeniu z umiejętnością prowadzenia szczegółowej i systematycznej ana­lizy jest jedną z najrzadziej występujących zalet intelektualnych. Stąd też wynika specyficzny rodzaj trudności, z jakimi mają do czynienia badacze decydujący się na ten niełatwy wybór.Mimo to rozwijanie badań nad dziejami powszechnymi jest koniecznością i to z wielu rozmaitych powodów.

POMINIĘTA KWESTIA

Pominąłem świadomie kwestię rzetelności warsztatowej. Nie­spełnienie bowiem wymogów w tym zakresie, jak i co do orygi­nalności dyskwalifikują każde opracowanie historyczne. Tymcza­sem, rzadko wypowiadane wprost, pomówienie opracowań z za­kresu dziejów powszechnych o niedostatki warsztatowe, a zwła­szcza nieoryginalność ciąży wyraźnie w opiniach środowiskowych nad całością badań powszechnodziejowych. Jest to dodatkowa, poważna trudność, z którą historycy badający dzieje ojczyste sty­kać się muszą znacznie rzadziej. A przecież brak oryginalności, czy niedostatki warsztatu są dla badań nad dziejami Polski rów­nie wielkim zagrożeniem i są równie dyskwalifikujące. Badania nad historią powszechną, czy jeśli ktoś woli nad his­torią obcą, piętrzą przed podejmującymi je szereg specyficznych trudności. Studia takie wymagają przede wszystkim znajomości obcych języków, krajów i społeczeństw. Jak o to trudno w Polsce wiemy wszyscy. Drugim rodzajem utrudnień jest dostępność źró­deł i literatury fachowej. Stan posiadania bibliotek polskich, je­śli chodzi o literaturę obcą, jest zdecydowanie niedostateczny. Nierealne są też wszelkie nadzieje na istotniejszą zmianę w tym zakresie w dającym się przewidzieć terminie. Wymiana między­biblioteczna funkcjonuje bardzo opieszale i, z natury swej, może pełnić tylko pomocniczą funkcję. Pozostają wyjazdy badawcze do archiwów i zagranicznych ośrodków naukowych. Od nich zależy przyszłość polskich badań powszechnodziejowych.

POLSKIE BADANIA NAD NAJNOWSZĄ HISTORIĄ POWSZECHNĄ

Pojęcie historii powszechnej budzi ciągle w polskim środowi­sku historycznym wątpliwości. Już to samo wymownie świadczy o   mało przetartym szlaku badawczym w tym zakresie. W róż­nych sytuacjach i kontekstach historycy próbujący swych sił w tej dziedzinie stawiani są przed pytaniem, czy ich przedmiotem jest historia uniwersalna, czy obca. W takim stawianiu sprawy zawarte jest oczywiste nieporozumienie. Historia powszechna jest zawsze historią uniwersalną, tj. traktującą poszczególne kwestie w bardzo szerokim kontekście refleksji badawczej. Poza refleksją w skali globalnej, czy ogólnodziejowej, a więc nad historią świa­ta w ogóle, zaliczyć tu należy wszystkie badania i studia nad szczegółowymi kwestiami — problemami lokalnymi, czy krótkimi odcinkami czasu. Wyróżnikiem jest tu zawsze umieszczanie na­wet najwęższych tematów w szerokim, uniwersalnym, czy pow- szechnodziejowym kontekście. Badania historyków obcych nad bardzo nawet szczegółowymi problemami nabierają siłą rzeczy, automatycznie niemal takiej właśnie powszechnodziejowej per­spektywy. Tu szukałbym głównej różinicy pomiędzy tym co na­zywamy historią powszechną, a tym co słusznie określamy histo­rią narodową, czy ojczystą. Nawet najbardziej monograficzny te­mat podjęty przez historyka obcego nabiera walorów uniwersal­nych. Można by ten efekt nazwać rodzajem premii za przełamy­wanie licznych trudności i dodatkowych pułapek warsztatowych, z którymi nie muszą się mierzyć historycy badający dzieje ojczy­ste.